Tellez-Vision
Analiza Rynku

Koniec net-meteringu: 73 dni z nowym systemem rozliczeń

Autor Piotr Wiśniewski, Analityk Techniczny·18 grudnia 2024·12 min czytania

Minęły dokładnie 73 dni, odkąd nowi prosumenci zaczęli rozliczać się według rynkowych cen energii zamiast starego systemu opustów. Bez zbędnego gadania: sprawdziliśmy realne dane z liczników 14 gospodarstw domowych pod Warszawą i Poznaniem, aby zobaczyć, ile naprawdę zostaje im w kieszeni.

Bilans czternastu domów jednorodzinnych

W połowie września 2024 roku zebraliśmy grupę 14 właścicieli instalacji o mocy od 5,4 kWp do 9,8 kWp. Wszyscy oni weszli w system net-billingu po zmianach przepisów. Przez ostatnie 73 dni monitorowaliśmy każdą kilowatogodzinę, którą wysłali do sieci i którą z niej pobrali. Wyniki pokazują, że model 'produkuj i sprzedawaj' jest znacznie mniej przewidywalny niż dawne rozliczenie ilościowe. Średnia autokonsumpcja w badanej grupie wyniosła zaledwie 18,3%, co oznacza, że większość wyprodukowanego prądu trafiała do sieci w godzinach południowych, gdy cena rynkowa była najniższa.

Marek z Sulejówka, jeden z uczestników naszej analizy, posiada instalację 6,2 kWp skierowaną na południe. W październiku 2024 roku wyprodukował 412 kWh prądu. Do sieci oddał 324 kWh. Gdyby był w starym systemie, odebrałby z tego 259 kWh za darmo. W nowym systemie za sprzedaną energię otrzymał na konto prosumenckie kwotę wyliczoną według średniej ceny miesięcznej, która wyniosła około 0,38 PLN za kWh. To brutalne zderzenie z rzeczywistością, bo prąd kupowany z sieci wieczorem kosztuje go ze wszystkimi opłatami prawie 1,14 PLN za kWh.

Analizując dane z Swarzędza, gdzie badaliśmy dom o powierzchni 142 metrów kwadratowych, zauważyliśmy jeszcze większą rozbieżność. Właściciel, pan Robert, zainwestował w instalację 8,1 kWp, ale nie posiada magazynu energii. W dni słoneczne jego licznik bił rekordy, ale portfel tego nie odczuł tak mocno, jak zakładały symulacje sprzedawcy. Liczby nie kłamią: jego rachunek za wrzesień i październik był o 167 PLN wyższy, niż gdyby rozliczał się na starych zasadach. To pokazuje, że bez zmiany nawyków lub dodatkowych inwestycji, czas zwrotu z paneli wydłuży się o co najmniej 4 lata.

Liczby nie kłamią: rachunek pana Roberta był o 167 PLN wyższy niż na starych zasadach.

Konkretnie o cenach na giełdzie

Sprzedaż prądu w net-billingu opiera się na cenach z Towarowej Giełdy Energii. Sprawdziliśmy to w praktyce: w badanym okresie 73 dni najniższa stawka godzinowa, po jakiej nasi prosumenci 'sprzedawali' prąd, wyniosła 0,00 PLN w jedną z niedziel października. Tak, zdarzyły się godziny, gdzie produkcja nie przyniosła ani grosza zysku na konto prosumenckie. Najwyższa stawka zanotowana przez nas to 0,62 PLN, ale występowała ona zazwyczaj po godzinie 17:00, kiedy panele o mocy 7 kWp produkowały już tylko śladowe ilości energii, rzędu 0,1-0,3 kWh.

Różnica między ceną sprzedaży a zakupu jest największą bolączką nowych właścicieli fotowoltaiki. Średnia cena zakupu energii u badanego dystrybutora, po uwzględnieniu opłat przesyłowych i podatków, oscylowała w granicach 1,12 PLN za kWh. Tymczasem średnia cena sprzedaży z ostatnich 73 dni dla naszej grupy 14 osób wyniosła zaledwie 0,34 PLN. Oznacza to, że za jedną kupioną kilowatogodzinę prosument musi sprzedać prawie trzy i pół kilowatogodziny własnego prądu. To kluczowy wniosek dla każdego, kto planuje montaż bez magazynu energii.

Warto zwrócić uwagę na konkretny dzień – 12 października 2024 roku. Był to dzień bardzo wietrzny i słoneczny jednocześnie. Ceny na rynku bilansującym spadły drastycznie. Nasz system monitoringu odnotował, że instalacja o mocy 9,4 kWp w miejscowości Marki wyprodukowała tego dnia 31 kWh energii. Właściciel zarobił na tym realnie mniej niż 8 PLN na swoje konto wirtualne. W tym samym czasie jego wieczorne zużycie na poziomie 12 kWh kosztowało go ponad 13 PLN. Te dysproporcje sprawiają, że sam montaż paneli bez analizy profilu zużycia staje się ryzykowną decyzją finansową.

Dodatkowo należy pamiętać o opłatach stałych. Nawet jeśli prosument sprzeda dużo energii i jego konto wirtualne jest pełne 'pieniędzy', opłaty za dystrybucję, abonament i opłatę mocową i tak musi zapłacić gotówką z portfela. W naszej grupie testowej te opłaty wynosiły średnio 42,30 PLN miesięcznie. Dla małej instalacji 3,2 kWp jest to koszt, który potrafi zjeść dużą część wypracowanych oszczędności. Nie ma tutaj miejsca na marketingowe obietnice o darmowym prądzie do końca życia.

Konkretnie o cenach na giełdzie

Magazyny energii – ratunek czy koszt?

Wśród naszych 14 badanych osób, 4 zdecydowały się na montaż magazynu energii o pojemności od 5 do 10 kWh. Sprawdziliśmy to w praktyce: te osoby radzą sobie znacznie lepiej. Pani Anna z Grodziska Mazowieckiego posiada baterię 10 kWh przy instalacji 7,4 kWp. Jej autokonsumpcja podskoczyła z 21% do imponujących 68%. Przez ostatnie 73 dni kupiła z sieci tylko 84 kWh prądu, głównie w dni bardzo pochmurne. Jej rachunek za wrzesień wyniósł jedynie opłaty stałe, czyli około 39 PLN.

Niestety, koszt magazynu energii to wydatek rzędu 24 000 – 32 000 PLN. Przy obecnych cenach prądu i stawkach odkupu, Pani Anna obliczyła, że bateria zwróci się jej dopiero po 8 latach użytkowania, zakładając, że ceny prądu nie spadną. To ważna lekcja: magazyn drastycznie zwiększa niezależność, ale finansowo jest to inwestycja długoterminowa. W naszej analizie zauważyliśmy, że magazyn 5 kWh był zazwyczaj zbyt mały dla rodziny 4-osobowej, wypełniając się do 11:30 i rozładowując całkowicie przed 21:00.

W przypadku pozostałych 10 osób bez magazynów, jedynym sposobem na poprawę wyniku finansowego było tzw. sterowanie odbiornikami. Dwie rodziny zaczęły programować pralki i zmywarki na godzinę 12:00. To proste działanie zwiększyło ich autokonsumpcję o około 4,2%. Może wydawać się to mało, ale w skali 73 dni pozwoliło zaoszczędzić realnie 48 PLN. To konkretny dowód na to, że w nowym systemie trzeba myśleć o prądzie wtedy, gdy świeci słońce, a nie wtedy, gdy wracamy z pracy.

Autokonsumpcja Pani Anny podskoczyła z 21% do 68% dzięki baterii 10 kWh.

Kiedy instalacja przestaje się spinać?

Przeanalizowaliśmy przypadek Pana Tomasza z Wołomina, którego instalacja 5,8 kWp została zamontowana na dachu o wystawie wschodnio-zachodniej. W nowym systemie takie ustawienie paradoksalnie pomaga, bo produkuje energię rano i po południu, gdy ceny na giełdzie są nieco wyższe niż w południe. Jednak niska sprawność paneli w grudniu 2024 roku (zanotowaliśmy spadek produkcji o 84% względem września) sprawia, że Pan Tomasz musi dokupować prąd po pełnej cenie rynkowej.

Nasze dane z 73 dni wskazują, że instalacje powyżej 10 kWp bez magazynu energii w net-billingu są obecnie mało opłacalne dla typowego domu. Produkują tyle nadwyżek, które są sprzedawane za grosze, że koszt ich montażu zwraca się bardzo wolno. Rekordzista w naszej grupie, posiadający instalację 11,2 kWp, oddał do sieci aż 87% produkcji. Gdyby te pieniądze zainwestował w mniejszy zestaw z baterią, jego realne oszczędności na rachunku byłyby o 32% wyższe przy podobnym nakładzie początkowym.

System net-billing promuje precyzyjne dopasowanie mocy instalacji do realnych potrzeb. Przewymiarowanie, które było standardem 4 lata temu, dzisiaj jest błędem inwestycyjnym. W jednym z badanych przez nas domów w Swarzędzu, instalacja została dobrana tak, by pokrywać 110% rocznego zapotrzebowania. W efekcie właściciel ma na koncie prosumenckim zgromadzone środki, których prawdopodobnie nigdy nie wykorzysta w całości, bo cena zakupu jest tak wysoka, że wirtualne złotówki kończą się szybciej niż kilowatogodziny.

Wnioski z naszej 73-dniowej obserwacji są jasne: net-billing nie jest 'końcem fotowoltaiki', ale jest końcem beztroskiego podejścia do energii. Średni koszt energii dla naszych 14 badanych osób wyniósł realnie 0,72 PLN za kWh po uwzględnieniu produkcji własnej i zakupu. To nadal mniej niż standardowe 1,14 PLN, ale znacznie więcej niż 'zero', którym mamią niektóre firmy montażowe. Każdy, kto obiecuje zwrot z inwestycji w 4 lata bez konkretnych wyliczeń profilu zużycia, po prostu mija się z prawdą.

Prognoza na najbliższe 12 miesięcy

Patrząc na dane historyczne z Towarowej Giełdy Energii oraz nasze pomiary u 14 prosumentów, przewidujemy, że rok 2025 przyniesie dalszą presję na zwiększanie autokonsumpcji. Ceny energii w godzinach szczytu produkcji słonecznej będą prawdopodobnie systematycznie spadać z powodu dużej liczby nowych farm fotowoltaicznych w Polsce. Oznacza to, że różnica między ceną sprzedaży a zakupu może się jeszcze pogłębić, co postawi właścicieli instalacji bez magazynów w trudniejszej sytuacji.

Dla osób, które już posiadają panele, jedyną drogą jest optymalizacja. Rekomendujemy montaż prostych sterowników do grzałek wody, które uruchamiają się, gdy produkcja przekracza 2 kW. W badanej grupie jeden z właścicieli wdrożył takie rozwiązanie w październiku. Dzięki temu zaoszczędził na gazie do podgrzewania wody około 54 PLN miesięcznie, wykorzystując nadwyżki prądu, które inaczej sprzedałby za ułamek ceny. To małe kroki, które realnie poprawiają opłacalność całego systemu.

Podsumowując nasze 73 dni testów: fotowoltaika w Polsce wchodzi w fazę dojrzałości. Skończyły się czasy łatwych zysków z wirtualnego magazynu w sieci. Teraz liczy się każdy wat zużyty na miejscu. Liczby nie kłamią – wygrywają ci, którzy potrafią zarządzać energią, a nie tylko ją produkować. Będziemy kontynuować monitoring naszej grupy 14 gospodarstw przez całą zimę, aby sprawdzić, jak system net-billing poradzi sobie w najkrótsze dni roku, kiedy produkcja spada niemal do zera.

Prognoza na najbliższe 12 miesięcy

Nota prawna · Wszystkie analizy mają charakter edukacyjny i nie stanowią wiążących porad inwestycyjnych ani prawnych. · Tellez-Vision, al. Jana Pawła II 22, 00-133 Warszawa, Polska ·NIP: 5252874109 · KRS: 0000885431 · REGON: 375491026 · Kapitał zakładowy: 100 000 PLN ·redakcja@tellez-vision.com